W GRUPACH I SPOŁECZEŃSTWIE

Samce należące do hie­rarchii centralnej utrzymują porządek w stadzie, bro­nią samic i potomstwa przed drapieżnikami, kierują ruchami grupy- i przypuszczalnie są najaktywniejsze seksualnie — przekazując w ten sposób potomstwu ge­netyczne komponenty swoich ponadprzeciętnych zdol­ności do współpracy, inteligentnego przywództwa i agresywnej obrony. Tak więc samce, które osiągają do­minację, nieodmiennie zachowują się w sposób najle­piej zabezpieczający interesy stada jako całości.Jest więcej niż oczywiste, że w grupach i społeczeń­stwach tworzonych przez nasz gatunek nie istnieje już ten typ automatycznej zgodności pomiędzy sukcesem w rywalizacji o dominację a faktycznie sprawowanym przywództwem. Przez wiele milionów lat, gdy nasi przodkowie żyli w małych grupach, zgodność ta przy­puszczalnie istniała — tak jak istnieje dziś u pawia­nów. Grupy te nie mogłyby przetrwać, gdyby podczas łowów, podziału żywności i obrony zabrakło sprawne­go kierownictwa i koordynacji działań. Ale w wielkich, złożonych społeczeństwach, przedstawiciele władzy po­litycznej odseparowani są na ogół od bezpośredniego kontekstu, w którym wcielane są w życie ich decyzje.Dlatego też nie docierają do nich bezpośrednie czy od­powiednio wiarygodne informacje zwrotne na temat ich własnej mądrości lub efektywności; wiedza taka była natomiast udziałem każdego prehistorycznego na­czelnika łowców — w sytuacji, gdy on i jego grupa albo mieli co jeść, albo głodowali.

HIERARCHIA WŁADZY

Jeżeli ktoś uważa, że hierarchia władzy jest zjawiskiem historycz­nym, które zaniknie w nowych społeczeństwach przy­szłości, będzie przeciwstawiał się arogancji i samowoli władzy tylko do czasu, gdy ruch społeczny czy partia, do której należy, zdobędzie władzę absolutną (…) Jeśli zaś, wręcz przeciwnie, uważa się, że struktury władzy politycznej będą istnieć niezależnie od tego, jakie ruchy społeczne czy partie dojdą do władzy i niezależnie od zachodzących zmian społeczno-ekonomicznych, struk­tura działania systemu rządów będzie problemem na­glącym i zawsze aktualnym — zwłaszcza dla zdecydo­wanej większości ludzi, którzy nie są członkami „hie­rarchii centralnej”.W tym kontekście należy ponownie rozważyć złożo­ny, przystosowawczy charakter dominacji u innych poza człowiekiem naczelnych — na przykład zamiesz­kujących sawannę pawianów. Samce należące do hie­rarchii centralnej utrzymują porządek w stadzie, bro­nią samic i potomstwa przed drapieżnikami, kierują ruchami grupy- i przypuszczalnie są najaktywniejsze seksualnie — przekazując w ten sposób potomstwu ge­netyczne komponenty swoich ponadprzeciętnych zdol­ności do współpracy, inteligentnego przywództwa i agresywnej obrony.

ŚWIAT SPOŁECZNY

Jeżeli nie zakłada się, że „świat społeczny” jest nadnaturalny, może być on wyłącznie „naturalny”. Skoro człowiek, jak inne naczelne, jest z natury spo­łeczny, to opieranie normatywnej teorii na założeniu przypadkowości i całkowitej zbędności uwarstwienia i władzy politycznej jest równie sensowne co spędzenie życia na roztrząsaniu skutków społecznych gwałtownej mutacji umożliwiającej każdej ludzkiej istocie latanie bez pomocy specjalnych urządzeń mechanicznych. Ani jedno, ani drugie z tych przedsięwzięć nie wydaje się rokować większych nadziei.Wydaje się, że pytanie, „co może usprawiedliwić wła­dzę jako taką”, nie stanowi właściwego punktu wyjścia dla rozważań nad politycznym zobowiązaniem. Bar­dziej odpowiednie byłoby pytanie innego rodzaju: „jaki rodzaj lub rodzaje struktury władzy uzasadnione są w określonych warunkach politycznych i społecznych?” Sama w sobie, władza polityczna nie jest ani prawo­mocna, ani bezprawna: po prostu jest.W pewnym sensie sugeruję tu, że do kwestii polityki podchodzić należy na sposób arystotelesowski. W żad­nym wypadku nie chcę przez to powiedzieć, że można lub należy przyjąć metafizyczne przesłanki, system norm etycznych czy polityczne konkluzje Arystotelesa. Uważam natomiast, że można — wychodząc od dobrze już teraz uzasadnionej tezy, iż człowiek z natury jest zwierzęciem politycznym — skoncentrować wysiłki na próbie wyróżnienia związków empirycznych i norma­tywnych pomiędzy różnymi rodzajami społeczeństw a różnymi typami struktury władzy politycznej.

WSZYSCY MAJĄ WOLNĄ WOLĘ

Uważa on, że wszyscy lu­dzie mają wolną wolę i rozum, i dlatego są odpowie­dzialni za swoje wybory, stąd też — mają prawo do w pełni autonomicznego, indywidualnego rządzenia sa­mym sobą. Wolff, z konsekwencją jeszcze bardziej nie­ubłaganą od tej, która charakteryzuje prace Rousseau, stawia wniosek, że „każda władza jest równie bezpraw­na, chociaż nie wynika z tego oczywiście, że każdej w równym stopniu odmawiać należy poparcia. (…) Nie wy­daje się, aby istniało takie państwo, którego obywatele mieliby moralne zobowiązanie podporządkowywania się jego nakazom” .Przypuszczam, że Wolff nie chciał, by jego teoria zo­bowiązania politycznego przeczyła empirycznym fak­tom i była czystą fantazją, ponieważ w innym miejscu swojej pracy rozwija szczególną koncepcję związku człowieka z naturą: „tak, jak świat naturalny istnieje naprawdę niezależnie od potrzeb czy chęci człowieka i dlatego też ogranicza jego wolną wolę, co można w naj­lepszym wypadku łagodzić lub zwalczać, tak świat spo­łeczny nie istnieje sam w sobie i jest tylko sumą nawy­ków, oczekiwań, przekonań i wzorów zachowania się wszystkich osób, które w nim żyją” . Ale to, że zacho­wanie się społeczne człowieka jest częścią „świata na­tury” stanowi podstawową przesłankę biologii ewolu­cyjnej.

KONKRETNY PRZYKŁAD

Jeśli wycho­dzi się z przesłanek takich, jakie przyjmował Rousseau, wniosek, do którego doszli dziewiętnastowieczni anar­chiści i wielu socjalistów, jest logiczny: położenie kresu nierówności gospodarczej i niewolnictwu proletariatu doprowadzi w końcu do „uwiądu” władzy politycznej. Rządzenie ludźmi zastąpione zostanie zarządzaniem przedmiotami, jeśli „społeczeństwo, które zreorganizu­je produkcję na podstawie wolnego i równego zrzesze­nia producentów, przeniesie całą maszynę państwową tam, gdzie odtąd będzie jej miejsce: do muzeum staro­żytności, obok kołowrotka i topora brązowego” .W żadnym wypadku nie chcę tu nie docenić czy pom­niejszyć wielkich zasług teoretyków polityki, od Hobbesa począwszy, a na Marksie skończywszy, w zakresie dyskredytacji i podkopania władzy anachronicznych, agresyjnych i dysfunkcjonalnych hierarchii. Ale uogól­niona i nie pozbawiona być może podstaw podejrzli­wość wobec wszystkich rodzajów władzy politycznej nie jest doprawdy wystarczającym argumentem na rzecz tego, by pozostawać przy przekonaniach, które wydają się mieć mały lub żaden związek z empiryczną rzeczywistością.Jako konkretny przykład takiego punktu widzenia, rozpatrzmy poglądy Roberta Paula Wolffa na kwestię zobowiązania politycznego .

CAŁKIEM POWAŻNIE

Natomiast Rousseau usiłował cał­kiem poważnie i dosłownie uczynić ją wyłączną pod­stawą ustroju. Pierwotnie, twierdził Rousseau, wolny, niezależny i żyjący samotnie człowiek tylko na krótko spotykał się z innymi; dzięki przypadkowym zbiegom okoliczności stworzył niewielkie społeczeństwa, w których panowała ogólna harmonia. Jednakże następnie, wskutek chciwości, której przejawem jest prywatna własność, popadł w sidła skrajnej zależności i stał się niewolnikiem. Wiemy dziś oczywiście — nie mógł tego wiedzieć Rousseau — że każdy gatunek naczelnych żyje w jakiejś ustrukturalizowanej grupie społecznej i że człowiek nie był nigdy zupełnie „wolny” w sensie zu­pełnej izolacji i niezależności. Co więcej, dowiedzieliś­my się, że hierarchie dominacji istnieją, ponieważ oka­zały się cechą przystosowawczą w ewolucji naczelnych i to u gatunków, co do których twierdzić, że wystę­powała w nich własność prywatna, nie możemy nawet przez analogię. Niemniej, Rousseau zmuszony był wprowadzić nie­możliwe do spełnienia warunki prawomocności władzy (chociaż uważał, że zazwyczaj mądrą rzeczą jest pod­porządkować się każdej de facto władzy).

MOŻLIWE IMPLIKACJE NORMATYWNE

Jeśli przeto zgodnym z naturą człowieka jest życie w li­cznym społeczeństwie, koniecznym jest, by istniała wśród ludzi (władza), rządząca gromadą” .Myślę, że konkluzja ta stanowi odpowiednią podsta­wę teoretyczną dla rozważań na temat politycznego zo­bowiązania (political obligation) oraz problemów zwią­zanych z kształtowaniem takich instytucji politycz­nych, które by w optymalny sposób reagowały na po­trzeby i oczekiwania ludzi. W ostatniej części niniej­szych rozważań zajmować się będę przede wszystkim politycznym zobowiązaniem.Wielcy antenaci współczesnej myśli politycznej — Hobbes, Locke i Rousseau — opierali się w swoich pra­cach na tej samej, doniosłej przesłance: całkowicie sztucznym, wyrozumowanym, przypadkowym charakte­rze wszelkiej władzy politycznej. Mimo poważnych róż­nic, jakie ich dzielą, wszyscy trzej teoretycy zaprzecza­ją temu, że struktury dominacji i uległości wywodzą się z ludzkiej natury, i zgodnie przyznają, że podstawowe pytanie brzmi: czym można uzasadnić istnienie jakie­gokolwiek zwierzchnictwa czy zobowiązania politycz­nego? Odpowiedź jest ta sama u wszystkich trzech: wy­łącznie zgodą jednostek. Hobbes i Locke, kierując się racjami porządku i sta­bilności politycznej, znacznie ograniczyli zakres stoso­wania tej zasady (Hobbes ograniczył go, w gruncie rze­czy, prawie do zera).

ROZWINIĘTA POTRZEBA

Co więcej — wskazują na to Tiger i Fox — u ludzi musiała rozwinąć się silna potrzeba rzeczywistego uczestnictwa w grupach o przewadze kontaktów bez­pośrednich. Właśnie dlatego, twierdzą oni, niebezpo- średniość i bezosobowość biurokracji działa na nas frustrująco: opiera się ona na zasadach będących zaprze­czeniem naszych tęsknot za „polityką naczelnych”, która polega na tym, że ma się bezpośrednio do czynie­niaNiezależnie od tego, jak łagodne czy okrutne są, czy winny być, konkretne struktury dominacji, jakiegoś ro­dzaju dominacja występuje w każdym ludzkim społe­czeństwie, wraz z wzorami uległego i posłusznego za­chowania się. Ewolucyjne — oparte na analizie zacho­wania się naczelnych — uzasadnienie tej konkluzji przejrzyście streszcza Jerome K. Barków: „Skąd wiemy (…), że ludzkie dążenie do prestiżu i dominacja społecz­na u pozostałych naczelnych mają wspólne źródło, że są homologiczne? Skoro nasi przodkowie byli nie- z kilkoma dobrze znanymi osobami. Mimo to, biu­rokracja — powstała dzięki zdolności kory mózgowej, najpóźniej ukształtowanej części ludzkiego mózgu, do posługiwania się symbolami — istnieje nadal. Dzieje się tak nie tylko ze względu na to, że jest ona funkcjonal­nie niezbędna w złożonych społeczeństwach przemysło­wych, ale także dlatego, że jej struktura rozwinęła się na podłożu innych, niezbędnych w pomyślnym życiu łowcy motywów — lojalności, zamiłowania do porząd­ku, poczucia przynależności do własnej grupy i wrogoś­ci w stosunku do grup obcych, hierarchiczności i współzawodnictwa .

W WARUNKACH ROZWOJU

Nie utrzymuję wreszcie — ani nie uważam — że przemyślane próby konstrukcji lub re­konstrukcji systemów politycznego uwarstwienia mu­szą okazać się daremne, w jakimkolwiek sensie „niena­turalne” czy skazane na niepowodzenie; w żadnym wy­padku nie chcę twierdzić, że to, co istnieje, nieuniknienie istnieć musi. Wskrzeszenie słusznie zdyskredytowa­nych tez „społecznego darwinizmu” jest ostatnią rze­czą, której bym sobie życzył.W warunkach, w których rozwijały się możliwości behawioralne człowieka, przyjęcie przez normalną hie­rarchię dominacji w grupach hominidów postaci okrut­nej i represywnej tyranii byłoby zupełnie nieprawdopo­dobne. Do czasu powstania wzorów osiadłego życia rol­niczego, co miało miejsce od ośmiu do dziesięciu tysięcy lat temu, nasi przodkowie zdobywali środki do życia dzięki polowaniom i zbieractwu. Nasze filogenetycznie uwarunkowane tendencje behawioralne kształtowały się w znacznej mierze pod wpływem wymogów, bez których spełnienia nie można było skutecznie realizo­wać drapieżniczego trybu życia. Do wymogów tego ro­dzaju należała współpraca i integracja wszystkich do­rosłych samców w grupie łowieckiej. Wydaje się więcej niż prawdopodobne, że w takich warunkach „domina­cja musi zmierzać w kierunku łagodnego typu przy­wództwa (…)”

ZDANIEM TEORETYKÓW

Za hipotezą tą opowiada się zdecydowanie jeden z czołowych teoretyków ewolucji zachowania się, V. C. Wynne-Edwards: „Osobnicy ży­jący w społeczeństwie muszą dziedziczyć rodzaj me­chanizmu przełączającego, który pozwala im przyjmo­wać rolę dominanta lub podwładnego w zależności od sytuacji”.Omawiając zachowanie się naczelnych oraz analogie i teorie go dotyczące, naukowe spekulacje na temat ewolucji człowieka, a także niektóre dane i koncepcje psychologiczne, starałem się w dotychczasowych roz­ważaniach wskazać, dlaczego co najmniej prawdopo­dobne jest, że „w naturze istot ludzkich jako przedsta­wicieli gatunku leży tworzenie porządków hierarchicz­nych; niektórzy ich członkowie nieuniknienie stają się elitą” .Ponieważ istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że hipoteza ta zostanie źle zrozumiana, chciałbym — za­nim zajmę się pewnymi wnioskami, które płyną z niej dla normatywnej teorii politycznej — określić w możli­wie jasny sposób, czego moje rozważania nie dotyczą czego nie implikują. Nie utrzymuję, że hierarchie poli­tyczne są lub kiedykolwiek były wyłącznie wynikiem naszych genetycznych skłonności; te ostatnie mogą przejawiać się tylko w określonych, odrębnych i zróż­nicowanych wzorach i warunkach kulturowych. Nie twierdzę, że występujące pomiędzy ludźmi różnice eko­nomiczne oraz różnice wykształcenia i pochodzenia nie wpływają w istotny sposób na miejsce osobnika w hie­rarchii politycznej. Nie twierdzę, że jakikolwiek okre­ślony typ hierarchii dominacji jest jedynym „natural­nym” układem; nie chcę powiedzieć też, że dominacja musi być przykra i represyjna oraz prowadzić do skraj­nego rozwarstwienia.