STEREOTYPOWOŚĆ PRZEKAZÓW

Rzeczywiście — stereotypowość zrytualizowanych pokazów często wy­korzystywana była w pracach poświęconych taksono­mii takich rodzin, jak kaczki, mewy czy ptaki tkacze.Rozpatrując organizację społeczną interesujemy się nie tylko komunikacyjnymi aspektami uspołecznienia, ale także rozkładem przestrzennym populacji, składem grupy, zmiennością jej rozmiarów i przynależności do niej, strukturą związków i dynamiką przechodzenia z jednej pozycji społecznej na inną.Już w 1878 r. Espinas zdał sobie sprawę, że istnieje system reguł rządzących społecznymi organizacjami zwierząt i że reguły te dopuszczają zmienny stopień przystosowalności. Źródła informacji wyznaczającej odmienne poziomy organizacji — wzór przestrzennego rozproszenia populacji i tworzenie się par — są często tak zróżnicowane, że opis organizacji społecznych do­konany w kategoriach ewolucyjnych (czyli tak, jakby każda z nich była pojedynczą, jednolitą cechą) niewiele nam powie. Społeczne organizacje gatunków to syste­my cybernetyczne o zmieniającym się w czasie stopniu stabilności. Ich porównywanie, zarówno na poziomie między-, jak i wewnątrzgatunkowym, wymaga więc ze­stawienia całych zbiorów związków systemowych za­chodzących pomiędzy zmiennymi o obserwowalnych wartościach. Implikacje tego faktu, podstawowego dla wnioskowania o ewolucji społecznej, tworzą tło niniej­szego krótkiego artykułu.

ORGANIZACJE SPOŁECZNE LUDZI I ZWIERZĄT

To, czy powiedzie się próba rekonstrukcji najbardziej prawdopodobnych źródeł pochodzenia społeczeństwa ludzkiego, zależy od rzetelności wniosków dotyczących ewolucyjnego przekazywania cech zachowania się. Wielu autorów dochodziło do różnorakich konkluzji na temat struktur biologicznych, leżących u podstaw ba­danej cechy, zajmując się pojedynczymi aspektami spo­łecznego zachowania się ludzi — wyrazem twarzy, ge­stami, agresją, przemocą, zachowaniami terytorialnymi itp. — i odnosząc je do literatury poświęconej etologii zwierząt. Autorzy ci dzielili zazwyczaj źródła informa­cji wyznaczającej zachowanie się na — z jednej strony biologiczne (tzn. genetyczne) oraz — z drugiej — na­byte, związane z tradycją, społeczne czy kulturowe. Dychotomia ta, będąca współczesną wersją sporu „na­tura czy wychowanie”, niewiele wnosi w prowadzone dziś dyskusje, pomija bowiem złożoność związków sy­stemowych pomiędzy poziomami zjawisk wyznaczają­cych kontekst społeczny, w którym się przejawia i któ­rego część stanowi dane zachowanie się. Trudności w porównywaniu rozwiniętych organizacji społecznych wyższych kręgowców są zupełnie innego rodzaju niż te, które towarzyszą porównywaniu cech morfologicznych. W tym ostatnim przypadku ontogene- za cechy może być na ogół sensownie opisywana w ję­zyku procesów genetycznych i epigenetycznych. Zakła­da się zazwyczaj, że podobnie rzecz się ma z ustalonymi wzorami zachowania się, w rodzaju wzorów występują­cych powszechnie w zalotach ptaków.

W KONTEKŚCIE BADAŃ

Tylko w kontekście takich badań analiza fizjologii, a w tym i neurofizjologii ssaków, będzie się rzeczywiście odnosiła także do człowieka. Na przykład, póki będzie­my przeprowadzać badania fizjologiczne zwierząt la­boratoryjnych na osobnikach wyhodowanych i stale trzymanych w klatkach, póty uzyskane wyniki odnosić się będą wyłącznie do ludzi wychowanych w podob­nych warunkach — w społecznej i środowiskowej próż­ni. Wspólną cechą większości genów jest to, że wywie­rają one wpływ na szereg sposobów kształtowania się fenotypu (efekt plejotropowy). Niektóre geny wpływają na tempo wzrostu, ale nie wyklucza to ich wpływu — innymi kanałami metabolicznymi — na zachowanie się społeczne. Na zakończenie raz jeszcze chciałbym po­wtórzyć: nie przeczę, że i myszy, i szczury, i koty, i małpy nie są ludźmi i z całą pewnością nie są w stanie wytworzyć naszej złożonej kultury. Ale jednocześnie uważam, że wiele gatunków może wytworzyć złożone społeczeństwa oraz złożone nabyte zachowania związa­ne z ich środowiskiem fizycznym. Zbadanie tych możli­wości w środowiskach innych niż środowiska, w któ­rych gatunki te się rozwijały, będzie początkiem nowej ery w wykorzystywaniu wiedzy o zwierzętach dla do­bra ludzkości.

WSZYSTKIE ZWIERZĘTA

Wszystkie zwierzęta — a zwłaszcza wiele gatunków wysoce społecznych ssaków — mają zdolność przysto­sowywania się do sytuacji, z którymi nie miały nigdy przedtem do czynienia. Wynika z tego, że jeśli chcemy, by badania nad ssakami w owocny sposób przyczyniły się do zrozumienia zjawisk zachodzących na poziomie człowieka, to zwierzęta te winny być w nich wystawio­ne na wpływ warunków środowiskowych, z którymi ich gatunek nigdy się nie stykał. Podnosząc stopień kom­plikacji środowiska eksperymentalnego skupić się nale­ży na stwarzaniu większych możliwości komunikacji, zwiększaniu swobody wyboru i zróżnicowania opcji, wymaganiu większej różnorodności i złożoności za­chowania się, wzmacnianiu współpracy, wytwarzaniu norm i ich urozmaicaniu, ułatwianiu uczenia się przez zwierzęta zachowań naśladowczych i zapewnianiu wa­runków sprzyjających utrzymywaniu spoistości grup. Wówczas, przy uwzględnieniu ograniczeń neuronal- nych oraz możliwości percepcyjnych i motorycznych, możliwe stanie się zdobycie wiedzy na temat procesów, za których pośrednictwem zmodyfikowane warunki środowiskowe wchodzą w interakcję z preadaptatyw- nymi możliwościami gatunku — czego wynikiem jest powstanie wyższych poziomów organizacji społecznej i „metabolizmu” informacyjnego.

POLE SPOSTRZEŻEŃ

Pole naszych spostrzeżeń zmysłowych i wrażeń, któ­rych nie jesteśmy świadomi, choć bez wątpienia wy­wnioskować możemy, że je posiadamy, to jest pole ciemnych myśli, jest u Człowieka (a także u innych zwierząt) bezmierne. Te, które są wyraźne, obejmują, przeciwnie, nieskończenie mało punktów stojących przed świadomością otworem; w gruncie rzeczy na wielkiej mapie naszej duszy jest tylko kilka oświetlo­nych punktów: prowadzić to może do tego, że nasza własna natura będzie w nas budziła zdumienie” dla człowieka, i dla innych zwierząt większa część ich natury pogrążona jest w ciemności. W granicach ciemności tej pozostaje wiele procesów — fizjologicz­nych, umysłowych i środowiskowych — które wyzna­czają to, czym osobnik jest, i to, czym może się stać. Je­śli badania porównawcze, obejmujące fizjologię, psy­chologię i ekologię, prowadzone będą w całościowy, sy- nergiczny sposób, mogą rzucić światło na to, w jakim stopniu mamy do czynienia z tymi procesami, niezależ­nie od tego, na jakim poziomie ewolucyjnym będziemy je rozpatrywać. Jeśli jednak badania nad innymi poza człowiekiem zwierzętami mają skutecznie przyczyniać się do zrozumienia człowieka, musimy mieć właściwy pogląd zarówno na jego naturę, jak i na zakres badań nad zwierzętami, mogących przyczynić się do lepszego jej poznania. (…)Oczywiste jest, że niepowtarzalność zwierzęcia ludz­kiego, włączając w to złożoność współczesnej kultury, jest w dużej mierze rezultatem wykorzystywania preadaptatywnych, genetycznie wyznaczonych możliwości, które charakterystyczne były dla naszych przodków sprzed pięćdziesięciu tysięcy lat, łowców i zbieraczy.

WSZYSTKIE ORGANIZMY

Twierdzę, że wszystkie organizmy, od posiadających najprostsze sieci neuronalne po człowieka, wywodzą swój byt z wzajemnych związków jedność w trójcy sta­nowiących królestw ciała, umysłu i środowiska. Uwa­ga, podobnie jak informacja, jednoczy ciało i umysł w harmonię z postrzeganym środowiskiem. Jest to jed­nakże uwaga bardziej nieświadoma niż świadoma. Większa część magazynu pamięci długotrwałej człowie­ka (a prawdopodobnie i niższych zwierząt) nie podlega bezpośredniemu przywołaniu. W bardzo małym stopniu zdajemy sobie sprawę z procesów biochemicznych od­działujących na świadomość bądź pozostających pod jej wpływem. Nie możemy także drogą bezpośredniego doświadczenia stać się świadomi istoty otaczających nas i wpływających na każdy moment naszego życia złożonych procesów społecznych i ekologicznych. Zwie­rzęta, obdarzone mniejszą niż człowiek zdolnością uwagi, poruszają się w jeszcze większych ciemnościach. Dawno temu Immanuel Kant pisał o tej wszechogarnia­jącej ciemności: „Dopiero pośrednio zdać sobie sprawę możemy z tego, że postrzegamy, mimo że bezpośrednio nie jesteśmy tego świadomi. Postrzeżenia takie nazy­wane są ciemnymi; inne są jasne.

WRAZ Z UPŁYWEM CZASU

Oczywiście, nie istnieje idealna odpowiedniość pomię­dzy myszami i Kościołami. Ale zarówno jedne, jak i dru­gie reprezentują organizacje materii obdarzone zdolno­ścią zdobywania zasobów i wchodzenia w interakcje z innymi elementami tego samego co one rodzaju. W obu przypadkach mamy do czynienia z izomorficznymi pro­cesami uświadamiania sobie istniejącego środowiska i reagowania na nie. Podobnie, jak ma to miejsce w przy­padku wpływu nadmiernego zagęszczenia na płodność myszy i ludzi, o czym mowa była powyżej, tak i w przy­padku wyznaczania areałów proces izomorficzny może zachodzić na obu poziomach organizacji, aczkolwiek ma on znacznie bardziej złożoną formę na poziomie wyższym, u człowieka. Przebiegający ortogenetycznie wzrost świadomości i reaktywności, towarzyszący in­terakcjom coraz bardziej złożonych jednostek, należy do głównego nurtu ewolucji. Zrozumienie niższego po­ziomu powstałej ewolucyjnie świadomości i reaktywno­ści przyczynić się może do zrozumienia poziomu wyż­szego. Wydaje się, że dokonujące się wraz z upływem czasu przejście z jednego poziomu na drugi jest proce­sem jednokierunkowym. (…)

TEOLOGICZNE SUBTELNOŚCI

Domy człon­ków Kościoła reprezentują więc „miejsca złowień” Ko­ścioła. Przeprowadzona przeze mnie analiza „złowień” Warner Memoriał Presbyterian Church w Kensington (stan Maryland) wykazała, że w obrębie jego areału „złowienia” zgodne są z tym samym rozkładem teore­tycznym, który stwierdzono u myszy. Zbadałem także pod tym względem areały Kościołów protestanckich Okręgu Columbia  i sąsiadujących z nim terenów pod­miejskich stanu Maryland. Nie wchodząc w subtelności teologiczne, można z grubsza pokategoryzować sekty i wyznania, za podstawę uszeregowania przyjmując ska­lę od liberalizmu (wyłanianie się nowych form ewolu­cyjnych przystosowań) do ortodoksyjności (zachowaw­cze utrzymywanie dawnych form przystosowania). Po­dobnie, jak to było w przypadku myszy i ryjówek, oka­zało się, że liberalne typy Kościołów, które ukształto­wały się w mniej odległych czasach, mają areały rozle- glejsze, przyciągają członków z większych odległości. I podobnie jak małe ssaki, nieco bardziej ortodoksyjne, konserwatywne lub tradycyjne Kościoły są liczniejsze, ponieważ posiadają mniejsze areały i swe zasoby wyko­rzystują w sposób bardziej efektywny. Skrajnie orto­doksyjne lub konserwatywne Kościoły — jak te gatunki małych ssaków, które przystosowane są do określonych nisz ekologicznych, pozwalających im uniknąć współ­zawodnictwa z mniej wyspecjalizowanymi, a co za tym idzie, łatwiej przystosowującymi się gatunkami — są stosunkowo mało liczne i przestrzennie odizolowane od innych podobnych Kościołów.

PRZEDSTAWICIELE GATUNKÓW

Ogólnie rzecz biorąc, gatunki, których przedstawiciele mają duże areały, są ewolucyjnie najmłodsze, nato­miast historia gatunków charakteryzujących się nie­wielkimi areałami, sięga — sądząc po danych paleonto­logicznych — dalej w przeszłość. Jeśli usunie się z da­nego terenu osobniki posiadające duże areały, zwierzę­ta zajmujące poprzednio areały mniejsze natychmiast rozszerzają je do wielkości zbliżonej do tej, którą miały areały usuniętych zwierząt. Najwyraźniej stojące wyżej w rozwoju, lepiej przystosowujące się gatunki mają zdolność pohamowywania tendencji naturalnych dla bardziej prymitywnych, konserwatywnych gatunków. Jeżeli te, charakteryzujące myszy i ryjówki, zasady są odzwierciedleniem bardziej uniwersalnego procesu or­ganizacji materii ożywionej, to powinny one znaleźć wyraz także na zupełnie odmiennym poziomie. Pomy­ślałem sobie: „A może instytucje stworzone przez czło­wieka wykazują te same tendencje co myszy i ryjówki?” Kościoły wydawały się odpowiednim typem instytucji, posiadają bowiem określone fizyczne „gniazdo” w po­staci świątyni — czy to będzie kaplica, czy katedra. Je­żeli Kościoły przypominają myszy, muszą robić „wypa­dy” w głąb otaczającego je siedliska w poszukiwaniu zasobów — w tym przypadku wystarczą im grzesznicy, których trzeba przyciągnąć, zbawić i przekonać, że po­winni stać się praktykującymi wyznawcami. Jeżeli dany osobnik wyjdzie ze świątyni, uda się do domu, ale w swoim czasie znów do niej wróci, stanowi to potwier­dzenie jego przynależności do Kościoła.

OSTATNI PRZYKŁAD MOŻLIWOŚCI

Ostatni przykład możliwości zdobycia wiedzy o czło­wieku dzięki badaniom nad zwierzętami dotyczyć bę­dzie myszy i Kościołów. Zacznijmy od myszy. W więk­szości zbadanych gatunków przeważająca część osob­ników prędzej czy później osiedla się w jakimś konk­retnym miejscu, by następnie robić z niego wypady na okoliczne siedliska. Rozstawiając na terenie siedliska specjalne pułapki, odławia się myszy żywe. Złapane zwierzęta są następnie znakowane, wypuszczane i po pewnym czasie ponownie odławiane przy pomocy ta­kich samych, zaopatrzonych w przynętę pułapek, u- mieszczonych w innych miejcach. Kiedy w ten sposób zgromadzi się dużo danych dotyczących złowień, zau­ważyć można, że w pobliżu gniazda liczba złowień na jednostkę powierzchni jest stosunkowo duża, a wraz ze wzrostem odległości od niego jest ich coraz mniej. Ina­czej mówiąc, gęstość rozkładu złowień maleje wraz ze wzrostem promienia odległości od gniazda. Obserwo­wany wzór spadku liczby złowień zgodny jest z dwu­wymiarowym rozkładem normalnym. Oznacza to, że w jednym odchyleniu standardowym rozkładu mieści się 38% złowień, w dwóch — 86% i w trzech — 99%. Kiedy bada się kilka gatunków myszy i ryjówek zamiesz­kujących duże obszary leśne, zauważyć można, że po­między gatunkami istnieją różnice w wielkości mierzo­nego w opisany powyżej sposób areału tych zwierząt.