ZACHOWANA STRUKTURA

Dopóki nie prze­prowadzi się takiego dowodu, jakąkolwiek prawidło­wość (czy proces) wykrytą u jednego gatunku trakto­wać należy jako mającą zastosowanie do wszystkich pozostałych. Jako przykład pułapki, w jaką możemy wpaść „zakładając winę”, pozwolę sobie przytoczyć stwierdzenie filozofa biologii, Marstona Batesa, i uzu­pełnić je obserwacjami dokonanymi podczas badań, w których jako zwierząt eksperymentalnych użyto szcze­pu udomowionych szczurów. Próbując wyjaśnić pod­stawy podobieństw i różnic pomiędzy człowiekiem a innymi zwierzętami, Bates pisze: „Człowiek zachował swą zwierzęcą strukturę, która — chociaż zmodyfiko­wana — jest podstawą jego działania. Na przykład odżywianie i rozmnażanie są powszechnymi przejawa­mi życia spotykanymi u wszystkich zwierząt. Ale wiele obyczajów człowieka związanych z życiem seksualnym nie może być uzasadnionych jedynie danymi biologicz­nymi. Co, kiedy i w jaki sposób się je oraz co służy za pokarm, różni się wybitnie w poszczególnych środowiskach kulturowych i jest niewątpliwie formą nabytą. (…) Instynkt głodu może być opanowany przez oparty na przesłankach kulturowych zwyczaj postu. Niekiedy lu­dzie wolą raczej umrzeć niż przyjąć pokarm, który uważają za nieodpowiedni” .

ZABURZENIE PRACY UMYSŁU

O „samotnej samoświadomości” (lonely self-awareness), która była rezultatem tego doznania, Whyte pisze: „Ale historia jego życia dowodzi, że utrzymywała się w nim silna nerwowość, niepokojące poczucie niepewności, stwa­rzające, co możemy łatwo zrozumieć, wrażenie braku szczerości. Jasność świadomości Kartezjusza była tylko częściowa i opierała się na zdradliwej dysocjacji. Moż­na podejrzewać, że wszystkie pojęcia statyczne, nie uwzględniające procesów, mogą spowodować u tych, którzy pozwalają im zapanować nad swoim umysłem, uszkodzenie (lesion) wywołujące złe samopoczucie”.Tu Whyte używa terminu „uszkodzenie” w znaczeniu zaburzenia pracy umysłu; w podobnym duchu używano tego słowa dawniej w odniesieniu do zakłócenia czy na­ruszenia zasad moralnych. Takim uszkodzeniem umy­słu jest wytworzona historycznie tendencja do trakto­wania wszelkich atrybutów człowieka jako wyłącznie ludzkich, a co za tym idzie — nie przysługujących in­nym zwierzętom. Zakładamy, że wszystkie inne gatun­ki są „winne” — tzn. nie mogą wykazywać danej cechy do momentu, w którym udowodni się ich „niewin­ność”, to jest, dopóki nauka nie stwierdzi występowa­nia podobieństw. Uważam, że ożywczy wpływ na usiło­wania badaczy wywrzeć mogłoby przyjęcie prawniczej doktryny uznawania niewinności oskarżonego aż do chwili udowodnienia mu winy. Oznaczałoby to, że udo­wodnić należy występowanie różnic.

DOBRE ĆWICZENIE

Byłoby to dobre ćwiczenie: mogli­byśmy dowiedzieć się, jak niepowtarzalny jest w rze­czywistości człowiek. Zastosowanie takiej logiki dopro­wadziłoby nas na skraj absurdu; należałoby oddawać każdemu z organizmów gatunkową sprawiedliwość i mówić o „psioczeństwie”, „kotoczeństwie”, „szczuro- czeństwie” etc. Pozbywając się wytworzonych histo­rycznie ograniczeń intelektualnych możemy, jak uwa­żam, odnieść duże korzyści, jeśli zrezygnujemy z części naszego antropocentryzmu i używać zaczniemy słów takich, jak „osobowość” w znaczeniu szerszym; niektó­rzy autorzy zdobyli się już na ten śmiały krok .Pojęcia, których wyodrębnienie na pewnym etapie ewolucji intelektualnej naszego gatunku było pożytecz­ne, niejednokrotnie stają się przeszkodami — „uszko­dzeniem” (lesion) intelektu — uniemożliwiającymi dal­szy rozwój, jeśli powstające dzięki nim dychotomie nie zostaną usunięte. Lancelot Whyte, rozważając pocho­dzenie freudowskiego pojęcia nieświadomości, poświę­ca nieco miejsca źródłem metodologii Kartezjusza, od­dzielającej ciało od umysłu, a także wpływowi, jaki wy­warło przyjęcie tej dychotomii na samego Kartezju­sza . Wizja nowej prawdy nawiedziła Kartezjusza pod postacią serii snów o wystarczającej wyrazistości, by służyć jako doświadczenie „wdrukowania”, które usta­liło wzór całego jego późniejszego życia.

ZASADY TERAPII

Zasady terapii umożliwiającej zrównoważenie negatywnego wpływu wczesnej deprywacji doświadczeń społecznych na za­chowanie mają zastosowanie zarówno do człowieka, jak i małp. Jednakże nasze dziedzictwo językowe, prze­sycone refleksjami nad niepowtarzalnością człowieka, nie pozwala nam korzystać z badań nad zwierzętami. Weźmy słowo „osobowość”. Zgodnie z tradycją języko­wą jego użycie ograniczone jest do opisu specyficznego dla gatunku ludzkiego zestawu atrybutów, takich jak nastrój, emocje, postawy lub też formy działania czy istnienia. Wiele z cech, uważanych przez nas za atrybu­ty ludzkiej osobowości — jak lęk, agresja, pasywność, pobudzenie emocjonalne, zachłanność, opiekuńczość etc. — zauważyć można także u wielu innych zwierząt. Do opisu charakteru innych, poza człowiekiem, zwie­rząt pozostają nam określenia takie, jak „dzikość” i „zwierzęcość”. A termin „zwierzęcość” jest konotacyj- nie obciążony dychotomizującym wyróżnikiem wszyst­kich zwierząt poza ludźmi, którym właściwa jest cecha człowieczeństwa: brutalnością. Sympozjum Smithso- nian Institution „Człowiek i zwierzę: porównanie spo­łecznego zachowania się”, nie rozwiązało wprawdzie tego lingwistycznego dylematu, ale dokonał się na nim jednak znaczny intelektualny postęp w kierunku wy­znaczania zakresu atrybutów wspólnych człowiekowi i innym zwierzętom.

ZWĘŻENIE TERMINU

Cytowany powyżej tytuł zawiera słowo lesion(uszko­dzenie). Słowo to jest tak często używane w zawodzie lekarskim, że praktykujący lekarze przyjmują często, że odnosi się ono tylko do poważnego naruszenia struk­tury lub funkcji danego organu. Pomimo że tak użyte słowo lesion napotkać można u Galena, a także wcześ­niej, był to dawniej tylko szczególny wariant jego zna­czenia, obejmującego zaburzenia jakiejkolwiek funkcji lub struktury, zarówno organów anatomicznych, jak i stosunków społecznych i zasad moralnych. W tych ostatnich znaczeniach lesion (uszkodzenie) pojawia się w prawie szkockim. Obecne zawężenie tego terminu do jego biomedycznego znaczenia odzwierciedla se­mantyczną krótkowzroczność, do jakiej prowadzi nau­ka, która albo zakazuje nam uważać aberracje systemu socjokulturowego za patologię, albo też ogranicza wy­korzystywanie wyników doświadczeń uzyskanych w badaniach społeczeństw niższych zwierząt. Ciągle jesz­cze spętani jesteśmy spuścizną kartezjańskiego dualiz­mu ciała i umysłu. Skłonni jesteśmy uznać podobień­stwa cielesne oraz podobieństwa struktury i funkcji fi­zjologicznych zachodzące pomiędzy człowiekiem a in­nymi zwierzętami, ale upieramy się przy niepowtarzal­ności ludzkiego umysłu, czyli świadomości. To, że za­czynamy uznawać umysł za zjawisko występujące po­wszechnie, przynajmniej u ssaków, widać w artykule Harry’ego Harlowa i jego współpracowników Monkey psychiatrists (Małpi psychiatrzy)

DZIEDZICZNY SYNDROM

Ponieważ dziedziczny syndrom w typie układowego toczenia rumieniowatego u myszy NZB/W jest dosko­nałym modelem toczenia występującego u ludzi, wyniki tych badań mogą przemawiać za podjęciem kontrolo­wanych prób klinicznych zastosowania kombinowanej farmakoterapii immunosupresywnej w leczeniu tocze­nia rumieniowatego nerek u ludzi” .Praca, która ma większy związek z rozpatrywanym zagadnieniem, nosi tytuł Experimentally induced gastric lesions. Results and implications of studies in ani- mals (Eksperymentalnie wywołane uszkodzenia żołąd­ka. Wyniki i implikacje badań na zwierzętach). W tym przeglądowym artykule wykazane zostało, że na wystę­powanie choroby wrzodowej żołądka u szczurów i małp wpływ ma stres psychiczny i stany lękowe towarzyszą­ce różnicującej manipulacji eksperymentalnej, trenin­gowi unikania lub modyfikacjom komunikacji społecz­nej, które zachodzą pod wpływem przegęszczenia. Z omawianej pracy płynie jasny wniosek, że na pojawie­nie się choroby wrzodowej żołądka u ludzi mogą mieć wpływ porównywalne z powyższymi zmiany w proce­sach psychicznych i wzorach życia społecznego. Tak więc, zgodnie z powszechną opinią, badania nad zwie­rzętami są przydatne w zrozumieniu patologii człowie­ka, nawet jeśli pojawiają się one na poziomie psychoso­matycznym.

ODMIENNE STWORZENIA

Wszyscy uważamy, że myszy, szczury, psy, małpy i ludzie są odmiennymi rodzajami stworzeń, z których każde posiada charakterystyczne cechy ga­tunkowe. Ale uważamy także, że wszystkie one są ssa­kami i dzięki wspólnemu dziedzictwu wykazują wiele bliskich podobieństw anatomicznych i fizjologicznych. Na tych dwóch poziomach organizacji możliwe jest,dzięki postępom nauk biomedycznych, przyjęcie zało­żenia o istnieniu u zwierząt — od niższych ssaków po człowieka — takiej odpowiedniości pomiędzy formą a funkcją, by zapewniona została względnie bezpośred­nia przechodniość reguł; należy jednakże stale zwracać uwagę, by nie przenosić na człowieka specyficznych gatunkowo własności innych zwierząt.Zupełnie niedawno stanowisko to przedstawione zo­stało w materiałach NIH (National Institute of Health): „W National Institute of Arthritis, Metabolism and Di- gestive Diseases oraz w Walter Read Army Medical Center prowadzi się na zwierzętach pierwsze badania nad jednoczesnym zastosowaniem trzech środków far­makologicznych w leczeniu układowego toczenia ru­mieniowatego, zapalnego schorzenia tkanki łącznej. (…) Badacze sądzą, że uzasadnione jest zastosowanie podob­nej terapii u pacjentów—ludzi, cierpiących na toczeń rumieniowaty.

MYSZY I LUDZIE

Prawie dwa lata temu dr Eliott poprosił mnie o wy­głoszenie referatu dla College of Physicians of Phila- delphia. Intencją moją wówczas było przygotowanie przeglądu naszych badań nad populacjami myszy do­mowej w środowiskach ustrukturalizowanych. Termin prelekcji, który odpowiadałby obu stronom, nie był je­szcze ostatecznie ustalony, kiedy poproszono mnie o udział w sympozjum pod hasłem „Człowiek na swoim miejscu”, zorganizowanym przez Royal Society of Medicine w Londynie. Wygłosiłem na nim referat zatytu­łowany Remis ze śmiercią: gwałtowny rozwój i wygi­nięcie populacji myszy  który pierwotnie miał być przedstawiony tutaj . Niektóre z aspektów omawiane­go w tym referacie zjawiska zostaną dziś ponownie przedstawione. Podczas londyńskiego spotkania padła jednakże uwaga, która służyć będzie za punkt wyjścia moich dzisiejszych rozważań. Pod koniec mojego wy­stąpienia jeden ze słuchaczy zapytał, czy mam coś do powiedzenia na temat możliwości odniesienia do czło­wieka wiedzy zdobytej przeze mnie w badaniach doty­czących społeczeństw myszy. Sesji przewodniczył zna­ny badacz zajmujący się anatomią porównawczą, prof. J. Z. Young. Zauważył on, że powinienem zachować dużą ostrożność w przeprowadzaniu jakichkolwiek ek­strapolacji z myszy na ludzi. Uwaga ta, która wyszła od bądź co bądź — biologa-komparatysty, bardzo mnie zaniepokoiła.

POSŁUGIWANIE SIĘ UMIEJĘTNOŚCIĄ

Posługując się tą umiejęt­nością, a na pewno także rozwiniętą w toku ewolucji zdolnością samokontroli, już od zamierzchłych czasów człowiek uczył się i przekazywał innym, że celowe jest poddawanie zarówno dominantów, jak i podwładnych wymogom obyczajów, czy też — później — bardziej racjonalnym „rządom prawa”. „Jak bowiem człowiek doskonale rozwinięty jest najprzedniejszym ze stwo­rzeń, tak jest i najgorszym ze wszystkich, jeśli się wyła­mie z prawa i sprawiedliwości” . A z ewolucyjnego punktu widzenia „prawa i obyczaje społeczne nie są nienaturalnymi nakazami płynącymi z pozabiologicz- nego źródła. Powstają w wyniku interakcji pomiędzy umysłami, oczami i strunami głosowymi różnych ciał. Są biologicznym rezultatem biologicznego zachowania się” .Ściśle rzecz biorąc — problemem jest, jak zapobiec temu, by zwierzchnictwo polityczne nie stało się poli­tyczną dominacją. Stała troska o to, co Madison nazy­wał „dodatkowymi środkami ostrożności” konstytucjo­nalizmu nie wyda się błahą i pozbawioną znaczenia ro­zrywką dekadenckiego liberalizmu burżuazyjnego, jeśli się założy, że bez ograniczeń możemy wybierać ro­dzaj struktury władzy, która będzie nami rządzić. Je­śli jednak sami nie zajmiemy się tym wyborem, na pew­no dokonany on zostanie za nas.

PRZENIESIENIE STRUKTUR

Przeniesienie struktur władzy z kontekstu bezpo­średnich interakcji międzyosobniczych w sytuację su- persymbolicznego oddalenia powoduje, że rządzeni także natrafiają na dużo większe trudności — w ustale­niu, w jaki sposób decyzje władz politycznych wpływa­ją w rzeczywistości na ich kondycję. A doświadczenie historyczne wskazuje oczywiście, że osobnicy, którzy osiągają wysoką pozycję polityczną, mogą wykazywać się zbyt wielką ignorancją, arogancją, nieczułością czy niekompetencją, by poradzić sobie skutecznie z ważny­mi problemami społecznymi.Jednakże struktury dominacji zawsze pojawiać się będą w grupach społecznych gatunku ludzkiego; dlate­go też odkrycie metod, przy pomocy których spowodo­wać można to, by zaczęły się one i nie przestały dosto­sowywać do istotnych potrzeb i pragnień społeczeń­stwa jako całości, pozostaje nadal aktualnym proble­mem. Wprawdzie w złożonych społeczeństwach ludz­kich zaniknęła automatyczna zgodność pomiędzy do­minacją a adaptacyjnością, typowa dla grup naczel­nych w ich normalnych środowiskach, ale u człowieka nastąpił za to ogromny rozwój uogólnionej cechy, cha­rakterystycznej dla prawie wszystkich gatunków na­czelnych — umiejętności uczenia się przystosowywania do różnorakich warunków.